Dawno, dawno temu Mahomet posłał swojego ogrodnika w podróż w poszukiwaniu raju na ziemi. Ogrodnik po powrocie oznajmil prorokowi, ze znalazl takie miejsce, otoczone gorami, oblewane czysta woda z gorskich strumieni.Jedynym problemem byl brak drzew. Dlatego Mahomet dal ogrodnikowi nasiona, aby posadzil lasy orzechowe, dajace cien i pozywienie przyszlym mieszkancom. Takie były legendarne początki Arslanbob.
Jest to duza wies u podnoza gor, 70 km na polnoc od Jalal Abad. Mieszkancami sa przede wszystkim Uzbecy, co widac w odmiennych rysach twarzy, olbrzymiej goscinnosci i zywo pielegnowanym islamie. Wies slynie przede wszystkim z najwiekszych na swiecie lasow orzechowych.
Inna stara legenda głosi, że w czasie podbojow Aleksandra Macedonskiego, gdy dotarl on do Arslanbob, tak zachwycil sie okolicznymi lasami, ze kazal zawiezc orzechy do Europy. Stad po dzis dzien w jezyku rosyjskim orzechy wloskie nazywane sa greckimi. Oczywiscie przynajmniej jedna z legend nie jest prawdziwa, chocby dlatego, ze Macedonski pojawilby sie kilka wiekow przed ogrodnikiem Mahometa, ale przyjmijmy, ze w każdej historii tkwi ziarnko prawdy. Bo lasy orzechowe wokół Arslanbob rzeczywiście są niezwykłe i przyciagajace uwage.
Las orzechowy. W wielu miejscach przez las poprowadzone sa ploty, poniewaz wszystkie fragmenty maja swoich wlascicieli, ktorzy w taki sposob wytoczyli wojne zlodziejom orzechow. Turysci na szczescie moga przechodzic miedzy plotami bez przeszkod i zawsze sa mile witani.
W Arslanbob poznaliśmy Polkę, Julię, z którą spędziliśmy dwa dni na wspólnych spacerach. A było gdzie wędrować! Oprócz lasów warte zobaczenia są również dwa pięknie położone wodospady, punkty widokowe na klifach, już nie wspominając o bardziej wymagającym trekkingu po górach (na najwyższe szczyty juz tylko wspinaczka z linami).
| Ta kubiczna, betonowo - kamienna forma skrywa w sobie... |
| ...toalete typowo azjatycka. |
Wodospad. Nizszy ma wysokosc 23 m, wyzszy 80m. W nizszym mozna sie kapac, a jego bryza wspaniale orzezwia. Dojscie do wyzszego jest nieco bardziej wymagajace, a droga prowadzi mniej wiecej do polowy jego wysokosci. Aby dojsc do jego podnoza trzeba przedrzec sie przez waski kanion, czego Kuba nie omieszkal uczynic.
W Arslanbob jest wspaniale rozwiniety system noclegow u mieszkancow (Community Based Tourism - CBT), co pozwala im nieco dorobic, a turystom byc blizej codziennego zycia mieszkancow. Gospodarze ucza sie rowniez angielskiego i przystosowuja czesc swych domostw do potrzeb turystow (na przyklad u naszego gospodarza powstal prysznic ogrzewany grzalka jak do czajnika lub sloncem). Mysle, ze aby poczuc prawdziwy klimat tego miejsca, nie nalezy zbytnio odkladac przyjazdu tutaj na potem, bo kto wie, czy za kilkanascie lat Arslanbob nie zmieni sie w kirgijskie Zakopane?
Mieszkancy. Podstawowym srodkiem transportu sa tu Lady Nivy, konie i osiolki. Prawie kazdy na ulicy na nasz widok mowil hellooo. Najbardziej aktywne byly dzieci, ktorym czasem mieszalo sie hello i bye. Uwielbialy byc fotografowane i nieraz nas zaczepialy, abysmy zrobili im zdjecia. Julia pokazala nam, ze najwieksza radosc sprawia im, jak same moga zrobic zdjecie koledze/rodzenstwu.
Po trzech dniach w Raju Ogrodnika, poszliśmy polnymi drogami do nastepnej doliny. Nie zdecydowaliśmy się na wyprawę w wyższe gory, ponieważ wysoko noce są juz bardzo zimne. Ale wędrówka polami w czasie zbiorów była niesamowitym doznaniem! Tutaj krajobraz najprawdopodobniej nie zmienił się od kilku wieków: pola, łąki, krowy, konie. Moze tylko szalasy osob pracujacych na polach zrobily sie bardziej "foliowe".
Podziwiajac niesamowity system rowow irygacyjnych zdalismy sobie sprawe, w jak duzym stopniu ludzkosc przyczynia sie do utrzymujacej sie zieleni pastwisk. Rowy, poprowadzone wzdłuż poziomic, malowniczo wija sie wsrod pagorkow. Zdarzylo sie nawet skrzyozwanie wodnych szlakow!
Na nastepne dwie noce rozbilismy biwak przy rzece, w dolinie, skad pasterze uszli juz przed zima. A wiec naszymi jedynymi towarzyszami byly wszedobylskie wolno pasace sie krowy.
Sielanke i plany pojscia w dol rzeki przerwalo nam zalamanie pogody. Slizgajac sie po blocie i straszac konie naszymi pelerynkami (wygladalismy niczym dwunozne dromadery) zeszlismy z powrotem do Arslanbob i pojechalismy do Jalal-Abad. A co tu robimy opiszemy nastepnym razem.
PORADNIK: Arslanbob
- Dojazd: z dworca autobusowego w Osz okolo 13-14 jest marszrutka (koszt 200 somow czyli około 3$). Można też dojechać do Jalal-Abad lub Bazar-korgor skąd odchodzi więcej marszrutek
- Noclegi: pokoje goscinne przez CBT koszt ok 450-500 somow ze sniadaniem; dodatkowo mozna zamowic obiad za 200 somow - warto, bo bardzo obfite i lokalne; nocleg u przypadkowo spotkanych mieszkancow 'na dywanie" lub z namiotem ok. 150 somow
- CBT znajduje sie w centrum, ok 100 m od glownego placu w stronę gór; tablica informacyjna jest dosc zarosnieta, ale kazdy mieszkaniec wskaze droge.
- Co warto zobaczyc (oprocz wyzej wymienionych): Jesli przyjechalibyscie na dluzej, warto wybrac sie na kilkudniowa wyprawe do Swietego Jeziora (Pętla na 3-4 dni z przejściem przez przełęcz 3700 m n.p.m.). Podobno ścieżkę trudno znaleźć i zalecana jest wedrowka z przewodnikiem (goraco polecane sa tu wedrowki na koniach, co chyba tez warto kiedys wyprobowac). CBT oferuje rowniez nauke gotowania, jazdy na osiolku itp.
P. S. Przypominamy o prowadzonej przez nas akcji Pocztówka z podróży!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz