środa, 2 września 2015

Rozgrzewka przed podróżą (Serbia)

Już nas nosiło. Do wylotu do serca Azji  był jeszcze miesiąc, a trzeba było zagospodarować ten czas, ponieważ stałą pracę zdążyliśmy już porzucić. Dlatego z chęcią przystaliśmy na pomysł Bodzia – pora zobaczyć słynny Festiwal Trąbki w Guczy! A więc kolejny raz wybraliśmy się autostopem na Bałkany.

Guča
Guča to tak na prawdę niewielka wioska, która raz do roku zamienia się w potężny festiwal, w czasie którego przewija się kilkanaście, kilkadziesiąt tysięcy ludzi, a przede wszystkim zespoły trębaczy z całych Bałkanów. Muzycy przez tydzień walczą na festiwalowej scenie o złotą trąbkę, ale dużo ważniejsze jest to, że gdy akurat nie walczą to i tak grają, tylko że na ulicach i w restauracjach, pobudzając do tańca energiczną i baaardzo głośną muzyką.



Guča to prawdziwa kakofonia dźwięków i zapachów, nieustępujących przez całą dobę. Jest też splotem pięknej tradycji i niestety, współczesnego wszędobylskiego kiczu. Wiele ulic zamieniało się w targowisko przypominające nasz Świebodzki. Można tam było dostać wszystko, łącznie z workami do odkurzacza. Wieczorami trębaczom wtórowały dźwięki disco. Trzeba przyznać, że Guca jest idealnym miejscem dla osób kochających imprezy. Współczesna twarz festiwalu miała też plusy – na wielkiej scenie odbywały się wieczorami darmowe koncerty prawdziwych gwiazd jak np. Bregovica, na którego koncert udało nam się załapać.

Subiektywnym zdaniem Ani (kiepska z niej imprezowiczka) najlepszym miejscem w Gucy był ogród należący do cerkwi, gdzie czuło się stary, bałkański klimat. Ludzie rozkładali się na trawniku w cieniu drzew i słuchali trębaczy, grających w pobliskiej restauracji.

Serbska kuchnia
Uwaga! Gucza może być ciężkim przeżyciem dla wegetarian.
Serbska kuchnia (jak zresztą kuchnia niemal całych Bałkan) opiera się na trzech filarach: mięsie, soczystych warzywach i pysznym chlebie. Mięso, szczególnie wieprzowina i baranina, jest składnikiem dominującym składnikiem niemal wszystkich potraw. Serbowie szczególnie lubią je w wersji grillowanej. Warzywa bałkańskie są przepyszne, pełne smaku i po prostu czuć, że nałykały się pełno słońca. Mimo to wegetarianie będą rozczarowani – w zdecydowanej większości wypadków warzywa są tylko dodatkiem do potraw mięsnych. Wybijającym się tutaj wyjątkiem jest Szopska sałatka (popularna zresztą nie tylko na Bałkanach), na którą przepis możecie znaleźć poniżej. Ostatnim z filarów jest chleb. Inny niż nasz, bo bardziej przypomina podpłomyki niż to co kupujemy w piekarni. Serbowie nie potrafią wyobrazić sobie bez niego posiłku do tego stopnia, że w każdej restauracji jest podawany nawet jeżeli się go nie zamówi. Najlepszy sposób wykorzystania chleba to czyszczenie nim talerza z pełnych smaku sosów pozostających po porcji grillowanego mięsa.

Szopska sałatka
-pomidory
-ogórki
-papryka
-cebula
-ser bałkański (feta też się nada)
-odrobina oliwy i octu
-sól i pieprz do smaku
Sekretem tej sałatki są bałkańskie warzywa, więc jak by się nie starać w Polsce nie będzie niestety smakować aż tak dobrze jak na południu. Pomidory, ogórki i paprykę kroimy w kostkę, a cebulę w drobną kostkę. Wszystko mieszamy i doprawiamy. Na wierzch kładziemy ser utarty na drobnej tarce i gotowe!


Cevapcici
-mięso mielone (idealna by była mieszanka wieprzowo-wołowo-jagnięca, ale sama świnka też będzie ok)
-sól, pieprz, gałka muszkatołowa, ostra papryka
-przeciśnięty przez praskę czosnek
-jajko
-smalec
-chlebek pita i drobno posiekana cebula (do podania)
Mięso mieszamy z przyprawami, jajkiem i czosnkiem i formujemy z niego niewielkie podłużne kawałki (nieco większe od kciuka). Tak przygotowane cevapcici grillujemy często i obficie podlewając roztopionym smalcem. Zamiast grilla można oczywiście użyć piekarnika albo patelni, ale to nie będzie to samo.  Podajemy posypane cebulą i z chlebkiem. Prawdziwy Serb zjada co najmniej 10!

Smederevo
Marzyliście kiedyś o noclegu w średniowiecznym zamku? Albo chociaż w fortecy? Nam się to przez przypadek udało. Dotarliśmy do Smedereva późnym wieczorem i od razu przyciągnęły nas ponure mury twierdzy.



Cały kompleks jest potężny i zajmuje łącznie ponad 11 hektarów! Składa się z wewnętrznej twierdzy i silnie obwarowanego dawnego miasta. Powstał na planie trójkąta, z dwóch stron otoczony jest rzekami. Twierdzę wybudował Durad Branković w niespokojnych czasach tureckich podbojów (lata 30 XVw). Miasto kilkukrotnie było oblegane przez Turków. Ostatnie zakończyło się… sprzedaniem twierdzy najeźdźcom przez bośniackiego króla, który przejął panowanie nad miastem. To wydarzenie (1459 r) stanowi symboliczny koniec niepodległej Serbii i początek kilkusetletniego panowania Turków na Bałkanach.
Z wewnętrznego miasta do dzisiejszych czasów nie zachowało się zbyt wiele. Za to cały kompleks zmieniono na duży park, zamykany na noc. Skorzystaliśmy ze sposobności i, za zgodą stróża, przenocowaliśmy na trawniku, otoczeni majestatycznymi murami. Tak epicko pożegnała nas Serbia, bo następnego dnia kierowaliśmy się już do Rumunii.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz