Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kazachstan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kazachstan. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 27 października 2015

Kazachstan i Kirgistan: podsumowanie i garść informacji praktycznych

Nasz pobyt w Azji Centralnej dobiegl konca, więc czas na krótkie podsumowanie i zebranie w całość informacji, które może kiedyś przydadzą się komuś z Was w czasie podróży w te okolice.
Przez 5 tygodni wloczylismy się po Kazakhstanie i Kirgistanie i zdecydowanie nie zdążyliśmy zobaczyć wszystkiego co byśmy chcieli - będzie motywacja, żeby tu wrócić. A gdzie właściwie byliśmy, co zobaczyliśmy i zrobiliśmy? Chyba najłatwiej będzie opowiedzieć to zdjęciami.
Almaty - glosno, tloczno, drogo i malo fajnie
Ale maja tam wystawe wypchanych zwierzat!
Dalina Tuyuk-Su - gory, lodowce, wszystko super, tylko troche zimno
Biszkek - tanio, smacznie i zdecydowanie bardziej polecamy niz Almaty
Lecielismy nad Tien-Szan. Niestety nie mielismy miejsca przy oknie, a na dodatek bylo sporo chmur, wiec zdjec nie ma. Zamiast tego zdjecie z lotniska w Biszkeku. Dziekujemy sponsorom!
Osh - Tron Salomona
Arslanbob - orzechowy gaj
Arslanbob - z pozdrowieniami dla Julii oraz Patrycji i Jaska
Arslanbob - Fruczak golabek, czyli motyl udajacy kolibra
Sary Chelek - malownicze jezioro, ktorego nazwa oznacza zolte wiadro
Jalal-Abad - odwiedzilismy cmentarz Polakow z Armii Andersa
Jalal-Abad - przedwyborczo
Jalal-Abad - zrobilismy podrecznik do jezyka anagielskiego



Jalal-Abad - Parafia blogoslawionej Matki Teresy z Kalkuty, to tutaj spedzilismy 2 tygodnie naszego wolontariatu.
Nura - muzeum polowania z orlami
W drodze do kanionu Szarynskiego
Kanion Szarynski - maly Wielki Kanion Kolorado
Jezioro Kaindy - must see w polodniowo-wschodnim Kazachsatanie
Jezioro Kol-Sai - niemal tak ladne jak Kaindy i calkiem niedaleko od tego pierwszego
Jesli ciagle wam malo naszych zdjec to wszystkie zdjecia z Kazachstanu i Kirgistanu mozna zobaczyc na Picasie Ani.

PORADNIK: Kazachstan i Kirgistan

Jedzenie
Co zjedliśmy, polecamy i podpowiadamy jak zrobić samemu?
  • Plov - pochodząca z Uzbekistanu potrawa z ryżu z mięsem i warzywami
  • Samsa - trochę jak pieróg pieczony w piecu, najczęściej nadziewana tłustym mięsem z cebulą, ale bywa też z serem, kartoflami, a nawet dynią
  • Chebureki - trochę jak pieróg smażony w głębokim oleju, nadziewane mięsem, kartoflanym purre lub kapustą
  • Pielmieni - male pierozki podawane w rosole
Co zjedliśmy i polecamy?
  • Lagman - makaron z mięsem i warzywami
  • Szaszlyk - no takie mięso na szpadce, podawane z cebulą i lepioszką, najlepsze z grilla stojącego przy drodze
  • Manty - prawie jak pierogi gotowane w wodzie, właściwie to taka mniej udana wersja gruzińskiego khinkhali, najczęściej z mięsem, ale raz trafiliśmy na bardzo dobre z dynią
  • Kuurdak - mieso (najczesciej wolowina lub baranina) smazone z ziemniakami i cebula
Zwiedzanie
Co zobaczyliśmy i polecamy?
Co chcielibyśmy zobaczyć, ale nie starczyło nam czasu, a i tak polecamy?
  • Malzoleum w Uzgen - jeden z nielicznych zabytkow w Kirgistanie, wiec chyba warto
  • Karakol - ladne miasteczko na polnocno-wschodnim krancu Kirgistanu, polozone pomiedzy jeziorem Issyk Kul, a jednym z pasm Tien-Szanu, dobry punkt wypadowy w gory
  • Issyk Kul - ladne, duze, czyste, cieple jezioro na wschod od Biszkeku, nawet jeszcze w polowie wrzesnia mozna sie w nim kapac
  • Park Narodowy Altyn Emel - spiewajace wydmy, masa dzikich zwierzat i ogromny step; na wschod od Almaty
Inne przydatne
  • Warto kupic miejscowa karte SIM, kosztuje grosze, a podroz z dostepem do googla i booking.com jest duzo latwiejsza. Karte kupujemy w sklepach firmowych operatora i prosimy o to, zeby nam ja aktywowali i wlaczyli internet, bo inaczej nie bedzie dzialac. W Kirgistanie polecamy MegaCom - dostalismy taryfe z rozmowami do Polski okolo 0,25 zl/min i numer z moja data urodzenia
  • Bilety lotnicze Biszkek-Osz mozna dostac po okolo 90 zlotych, warto
  • Kobiety - badzcie gotowe na dyskryminacje. Nie jest tak zle, jak w krajach arabskich, ale zdarza sie, ze mezczyzna przywita sie i bedze rozmawiac tylko z mezczyzna, a kobiete potraktuje jak powietrze. Nie jest to na szczescie regula.
  • Przydatne strony: caravanistan.com i oczywiscie wikitravel.org

środa, 14 października 2015

Jesień w Kazachstanie

Kiedyś myślałam, że Kazachstan to jedynie niekończący się step, co w dużej mierze jest prawdą. Lecz w tym artykule chcielibyśmy pokazać inne oblicze Serca Azji: część prowincji Almaty i jej cuda natury, w ognistych odcieniach jesieni, która na dobre zawitała do Kazachstanu.



Muzeum polowania z orłami
Około 160 km na wschód od Almaty, przy drodze prowadzącej do Chin, znajduje się niewielka wioska o nazwie Nura. Warto się zatrzymać w tutejszym muzeum polowania z orłami, prowadzonym przez mistrza Kazachstanu w tej dziedzinie. Polowania z orłami to duma i pielegnowana tradycja narodów Środkowej Azji, o której możecie dowiedzieć się więcej w artykule BBC.


My przyjechaliśmy do muzeum późnym popołudniem, przywitał nas starszy, bardzo życzliwy Kazach. Z tego, co zrozumielismy, ekspozycja pojechała chwilowo na wystawę do jakiegoś miasta, więc nie było nam dane jej obejrzec, za to mogliśmy z bliska podziwiac mistrzowskie orły i stado myśliwskich psów. Starszy pan oprowadził nas również po swoim sadzie, obficie dzieląc się z nami owocami i ucząc nas jak szczepić drzewka. Koniec końców w tym sadzie zanocowalismy.

Orzeł przedni z niezbyt szczęśliwą miną. Sezon łowiecki rozpoczyna się w połowie października. 
Rzeźba,  która w dawnych wiekach stanowiła informacje o granicach własności.  W tle klatki z orłami i psami. 

Kanion Szaryński
Następnego dnia wyruszyliśmy do Kanionu Szaryńskiego, oddalonego od Nury o kolejne 60 km. Kanion został wydrążony przez rzekę Szaryn i malowniczo wije sie przez ponad 150 km. Najsłynniejszy, suchy fragment kanionu ma zaledwie 2 km długości, ale przez swoje niesamowite formy i rude odcienie piaskowcow i zlepieńców, przypomina Wielki Kanion Kolorado. Stanowi też najważniejszą część Szaryńskiego Parku Narodowego.






Jednak przez większość kanionu nie da się przejść suchą stopą, ponieważ jest szczelnie wypełniony rzeką. Można spływac pontonem, ale ponoć jest na rzece kilka niebezpiecznych miejsc. Dla doświadczonych. 




Ku naszemu zdziwieniu na końcu suchego kanionu czekała na nas oaza: turkusowa rzeka, kolorowe drzewa, noclegi w bungalow, miejsce na namiot i restauracja z mrożoną kawą i zimnym piwem.

A kuku! Stepy podziurawione są norami ruchliwych stworzonek, jak się później dowiedzieliśmy, są to susły długoogoniaste.

Aby dotrzeć do parku narodowego,  trzeba przymierzyć 10 km stepu.  W drodze powrotnej musieliśmy przemierzyć te trasę piechotą, by dostać się do szosy i dalej łapać stopa. Spiekoty stepu doświadczylismy na szczęście tylko przez połowę drogi,  bo autostop znalazł się szybciej.


Na stepie, w nieznośnym żarze słońca, spotkaliśmy parę Francuzów na tandemie.  Jechali na nim od Stambułu. Powiedzieli nam, że za nimi jadą jeszcze więksi szaleńcy. Chwilę później zobaczyliśmy kolejne dwa tandemy: małżeństwo z dwójką małych dzieci. Da się!  Będziemy pamiętać na przyszłość. 

Kajyngdy i Kolsai
Następnym celem naszej wyprawy był Zatopiony Las w pobliżu wsi Saty.  Jest to słynne jezioro Kajyngdy,  które powstało po trzęsieniu ziemi ponad 100 lat temu. Trzęsienie wywołało obsunięcie ziemi, w wyniku czego stworzyla się naturalna tama na górskiej rzece. Powstałe jezioro zalało część lasu, a resztki pni do dziś wystają z tafli turkusowego jeziora.


Dwie doliny dalej znajdują się kolejne trzy "starsze" jeziora - Kolsai. Wyprawa pomiędzy tymi trzema jeziorami tam i z powrotem zajmuje cały jeden dzień. Zarówno Kolsai jak i Kajyngdy oddalone są o około 15 km od wsi Saty i znajdują się w Parku Narodowym.  Tutejszy krajobraz bardziej przypomina Europę: widok stoków górskich porośniętych iglakami nie był dla nas tak zaskakujący jak dla niektórych kazachskich turystów. Trzeba przyznać, że nie jest to codzienny krajobraz w stepowym Kazachstanie.



Nad Kolsai byliśmy krótko,  bo dało się nam we znaki zmęczenie po przemierzaniu stepu,  więc na noc wróciliśmy do wsi.  Więcej czasu spędziliśmy nad Kajyngdy,  niedaleko którego rozbilismy na jedną noc obóz. W ciemnosciach było trochę straszno, bo zewsząd ryczały jelenie. Szczęśliwie przespałam wycie wilków,  które słyszał Kuba, w przeciwnym razie chyba do rana tłukłabym w garnki,  by je przeploszyć. Las pelen jest wszelakiej zwierzyny. Niedługo zaczyna się sezon łowiecki.
Tutejsi myśliwi mówili nam, że obecnie wilki nie są groźne, stanowią jednak spore zagrożenie zimą na stepach, gdzie co roku zabijają również ludzi.

Pomimo lodowatej wody Kuba postanowił się wykąpać.
Okolice wsi Saty.
Klimatyczne muzułmańskie cmentarze zazwyczaj znajdują się na stepowych wzgórzach.
Następnego dnia z rana rozpętała się burza i przyszło ochłodzenie.  Jak to z jesienią bywa,  potrafi szybko zmienić się w zimę, gdy okoliczne szczyty pokryły się śniegiem.

Poradnik
  • Podróżowanie autostopem.  W Kazachstanie stop jest zazwyczaj płatny i przypomina bardziej offline blablacar. Zwykły stop jest jednak możliwy, zwłaszcza w weekendy,  turyści w wielkich SUV zazwyczaj są bardzo przyjaźni i z chęcią zabierają nawet za free.
  • Od wsi Saty (jeziora) do Almaty jest około 300 km i na tej drodze znajduje się i wieś Nura (z muzeum) i Kanion Szaryński.
  • Wejście do Szaryńskiego Parku Narodowego kosztuje ok 700 tenge od osoby. 
  • Wejście do Parku Narodowego przy Kajyngdy i Kolsai to koszt ok. 700 tenge od osoby na dzień. Za noclegi w namiocie i wjazd samochodem doliczają sobie dodatkowe opłaty (od namiotu 750 tenge). My zapłaciliśmy za 1 dzień, a zostalismy dwa i rozbilismy namiot, przy wychodzeniu pani przy szlabanie spytała tylko czy nie zostawiliśmy samochodu w górach (?!)

sobota, 12 września 2015

Tuyuk-Su: pierwsze przymrozki, pierwszy przepis i pierwszy poradnik

Przepraszamy za brak polskich znakow, ale kirgizka kafejka...
Ten wpis powstawal rownolegle z wpisem Ani o Almaty i Biszkeku, wiec chronologia jest nieco zaburzona. 

We wtorek ucieklismy z Almaty w gory do doliny Tuyuk-Su w Parku Narodowym Ile-Alatau polozonym ledwie kilka kilometrow na poludnie od dawnej stolicy Kazachstanu. Pewnie powinienem napisac nie gory, tylko pagorki (tak nasz przekonywali w Biszkeku "Ile-Alatau? To musicie prawdziwy Tien Szan zobaczyc!"), ale na nas siegajace 4 i pol kilometra szczyty pokryte lodowcami robily wrazenie. (Na końcu znajdziecie kilka informacji praktycznych o trekkingu w dolinie Tuyuk-Su)
Pierwszy dzien w gorach spedzilismy w zasadzie na "docieraniu" do nich. Kolo poludnia wystartowalismy spod toru lyzwiarskiego w Medeu (polozony na wysokosci 1691 metrow jest najwyzej polozonym torem lyzwiarskim na swiecie, link) i poniewaz jestesmy strasznymi sknerami to pozalowalismy 2000 tenge (ok. 7,5$) za osobe na wjazd kolejka i musielismy poginac prawie 10 km w pelnym sloncu asfaltem do gornej stacji kolejki. Wczlapalismy tam zupelnie wymeczeni (20 kg na plecach i brak kondycji robi swoje) i nie pierwszej swiezosci, a tu do okola nas almatska smietanka w eleganckich garniturach posilajaca sie w jednej z najdrozszych restauracji w promieniu 500 km. Dziwnie na nas patrzyli. Stamtad juz na szczescie nie asfaltem, tylko szutrowa droga wdrapalismy sie jeszcze kilka kilometrow i rozbilismy namiot obok bazy alpinistow. Alpinisci byli na tyle mili, ze poczestowali nas herbata i pozwolili korzystac z ich wychodka. Poznalismy tam tez bardzo sympatycznego Bialorusina, ktory powiedzial nam troche o tym gdzie jestesmy i gdzie mozemy pojsc (super przydatna rzecz w momencie gdy wie sie tylko, ze pojechalo sie w gory i ze pod gore to w poludniowa strone - w Almaty nigdzie nie udalo nam sie ani skrawka mapy trekingowej znalezc). W gorach nikt nikomu sie nie przedstawial, tylko od razu zaczynal mila pogawedke, wiec niestety nawet nie wiemy jak sie nasz Bialorusin nazywal.
Drugiego dnia odwazylismy sie wylezc ze spiworow dopiero po 10 gdy slonce juz zdazylo porzadnie zajrzec do doliny i ogrzac wszystko po bardzo zimnej nocy. Na poczatek zrobilismy sobie krotki spacer na lekko i juz przed 14 zwinelismy nasz "oboz" i ruszylismy w dalsza wedrowke. Dopiero teraz (na wysokosci nieco wiekszej niz maksimum tego na co da sie wejsc w Polsce), po minieciu jeszcze jednego luksusowego hotelu, zaczely sie prawdziwe gory.
Prawdziwe gory.
Malowidla naskalne.
Po trzech godzinach wedrowki osiagnelismy drugi oboz alpinistow (na wysokosci 3100 metrow) i postanowilismy sie tam rozbic. Chcielismy jeszcze przez jakis czas powylegiwac sie na lace, ale po 20 minutach slonce schowalo sie za gorami i dopadl nas lodowaty chlod.
Ania w nierownej walce z lodowatym powietrzem.
Wtedy z pomoca ponownie przyszli przemili ludzie gor, ktorzy zaprosili nas do swojego wielkiego namiotu i ugoscili goraca herbata oraz (mimo naszych protestow) obiadem. Po obiedzie probowali jeszcze nauczyc nas chodzenia po slacku, a gdy sie wieczorem zegnalismy, powiedzieli, ze gdybysmy w nocy zamarzali, to mozemy wziac z ich skladziku cieple spiwory. Przemili ludzie!
Baza alpinistow, a w tle swiatla Almaty.
Noc faktycznie byla koszmarnie zimna. Juz kolo 20 caly nasz namiot byl pokryty szronem, a szybka powtorka z przyrody w podstawowce (w Almaty zapowiadali 10 stopni w nocy, jestesmy 2500 metrow nad Almaty, a temperatura spada 0,7 stopnia na 100 metrow) sugerowala temperature gleboko ponizej zera. Mimo to, zawinieci we wszystkie ubrania jakie mielismy, przetrwalismy noc we wlasnych, bardziej jesiennych, niz zimowych, spiworach i nastepnego dnia, gdy tylko slonce przywrocilo chec do zycia, bylismy gotowi piac sie wyzej w gory. Najpierw jednak trzeba się było posilić i przy tej okazji powstał nasz pierwszy filmik kulinarny.
Tak, przekrecilem nazwe doliny. A prawdziwe azjatyckie przepisy juz zdobywamy.
Po sycacym posilku ruszylismy dalej na lekko. Udalo nam sie dotrzec do lodowca na wysokosci okolo 3500 m n.p.m, skad musielismy zawrocic, bo w planach mielismy zwiac tego samego dnia gdzies nizej, gdzie noce beda mniejszym wyzwaniem.




Swiezutka morena czolowa.
Z pozdrowieniami dla Patrycji i Jaska.
Gonieni wizja szczekania z zimna w oszronionym namiocie zbieglismy wieczorem az do Medeu, gdzie znalezlismy przytulny nocleg w krzakach obok drogi. Nastepnego dnia rano ruszylismy do Biszkeku, ale o tym mozecie przeczytac w wpisie Ani.
Widzicie ten biały szczyt na końcu zdjęcia? W poludnie bylismy pod nim, a teraz jesteśmy tutaj (w Shymbulak)

PORADNIK: trekking w dolinie Tuyuk-Su
  • Tuyuk-Su to dolina w gorach na poludnie od Almaty. Wspina sie na ponad 3000 m n.p.m.
  • Dojazd: marszrutka nr 12 ze skrzyżowania Dostyk i Kurmangazy (na przeciwko hotelu Kazakhstan) do przystanku końcowego pod stadionem Medeu, cena: 80 KZT (~0,3$). Dalej pieszo, kolejka linowa (2000 KZT~7,5$) lub taksowka (nie znamy ceny)
  • Kolejka i taksa dojeżdżają do Shymbulak, gdzie jest droga restauracja, ale jest tez WiFi bez hasla i sklep turystyczny, w którym nie ma map, ale pani mówi po angielsku, jest pomocna i można zostawić jej kontakt do siebie i przewidywany czas powrotu (na wypadek wypadku)
  • Na 2450 i 3100 m n.p.m. są bazy alpinistow, z ktorymi mozna pogadać i napić się herbaty (chyba jest też baza na 3500, ale my poszliśmy w innym kierunku wiec nie wiemy jak tam jest)
  • Można zrobić dwie wycieczki po kilka godzin: do lodowca i do jeziora
  • Woda z rzeki jest pitna bez przegotowania