Pokazywanie postów oznaczonych etykietą góry. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą góry. Pokaż wszystkie posty

środa, 14 października 2015

Jesień w Kazachstanie

Kiedyś myślałam, że Kazachstan to jedynie niekończący się step, co w dużej mierze jest prawdą. Lecz w tym artykule chcielibyśmy pokazać inne oblicze Serca Azji: część prowincji Almaty i jej cuda natury, w ognistych odcieniach jesieni, która na dobre zawitała do Kazachstanu.



Muzeum polowania z orłami
Około 160 km na wschód od Almaty, przy drodze prowadzącej do Chin, znajduje się niewielka wioska o nazwie Nura. Warto się zatrzymać w tutejszym muzeum polowania z orłami, prowadzonym przez mistrza Kazachstanu w tej dziedzinie. Polowania z orłami to duma i pielegnowana tradycja narodów Środkowej Azji, o której możecie dowiedzieć się więcej w artykule BBC.


My przyjechaliśmy do muzeum późnym popołudniem, przywitał nas starszy, bardzo życzliwy Kazach. Z tego, co zrozumielismy, ekspozycja pojechała chwilowo na wystawę do jakiegoś miasta, więc nie było nam dane jej obejrzec, za to mogliśmy z bliska podziwiac mistrzowskie orły i stado myśliwskich psów. Starszy pan oprowadził nas również po swoim sadzie, obficie dzieląc się z nami owocami i ucząc nas jak szczepić drzewka. Koniec końców w tym sadzie zanocowalismy.

Orzeł przedni z niezbyt szczęśliwą miną. Sezon łowiecki rozpoczyna się w połowie października. 
Rzeźba,  która w dawnych wiekach stanowiła informacje o granicach własności.  W tle klatki z orłami i psami. 

Kanion Szaryński
Następnego dnia wyruszyliśmy do Kanionu Szaryńskiego, oddalonego od Nury o kolejne 60 km. Kanion został wydrążony przez rzekę Szaryn i malowniczo wije sie przez ponad 150 km. Najsłynniejszy, suchy fragment kanionu ma zaledwie 2 km długości, ale przez swoje niesamowite formy i rude odcienie piaskowcow i zlepieńców, przypomina Wielki Kanion Kolorado. Stanowi też najważniejszą część Szaryńskiego Parku Narodowego.






Jednak przez większość kanionu nie da się przejść suchą stopą, ponieważ jest szczelnie wypełniony rzeką. Można spływac pontonem, ale ponoć jest na rzece kilka niebezpiecznych miejsc. Dla doświadczonych. 




Ku naszemu zdziwieniu na końcu suchego kanionu czekała na nas oaza: turkusowa rzeka, kolorowe drzewa, noclegi w bungalow, miejsce na namiot i restauracja z mrożoną kawą i zimnym piwem.

A kuku! Stepy podziurawione są norami ruchliwych stworzonek, jak się później dowiedzieliśmy, są to susły długoogoniaste.

Aby dotrzeć do parku narodowego,  trzeba przymierzyć 10 km stepu.  W drodze powrotnej musieliśmy przemierzyć te trasę piechotą, by dostać się do szosy i dalej łapać stopa. Spiekoty stepu doświadczylismy na szczęście tylko przez połowę drogi,  bo autostop znalazł się szybciej.


Na stepie, w nieznośnym żarze słońca, spotkaliśmy parę Francuzów na tandemie.  Jechali na nim od Stambułu. Powiedzieli nam, że za nimi jadą jeszcze więksi szaleńcy. Chwilę później zobaczyliśmy kolejne dwa tandemy: małżeństwo z dwójką małych dzieci. Da się!  Będziemy pamiętać na przyszłość. 

Kajyngdy i Kolsai
Następnym celem naszej wyprawy był Zatopiony Las w pobliżu wsi Saty.  Jest to słynne jezioro Kajyngdy,  które powstało po trzęsieniu ziemi ponad 100 lat temu. Trzęsienie wywołało obsunięcie ziemi, w wyniku czego stworzyla się naturalna tama na górskiej rzece. Powstałe jezioro zalało część lasu, a resztki pni do dziś wystają z tafli turkusowego jeziora.


Dwie doliny dalej znajdują się kolejne trzy "starsze" jeziora - Kolsai. Wyprawa pomiędzy tymi trzema jeziorami tam i z powrotem zajmuje cały jeden dzień. Zarówno Kolsai jak i Kajyngdy oddalone są o około 15 km od wsi Saty i znajdują się w Parku Narodowym.  Tutejszy krajobraz bardziej przypomina Europę: widok stoków górskich porośniętych iglakami nie był dla nas tak zaskakujący jak dla niektórych kazachskich turystów. Trzeba przyznać, że nie jest to codzienny krajobraz w stepowym Kazachstanie.



Nad Kolsai byliśmy krótko,  bo dało się nam we znaki zmęczenie po przemierzaniu stepu,  więc na noc wróciliśmy do wsi.  Więcej czasu spędziliśmy nad Kajyngdy,  niedaleko którego rozbilismy na jedną noc obóz. W ciemnosciach było trochę straszno, bo zewsząd ryczały jelenie. Szczęśliwie przespałam wycie wilków,  które słyszał Kuba, w przeciwnym razie chyba do rana tłukłabym w garnki,  by je przeploszyć. Las pelen jest wszelakiej zwierzyny. Niedługo zaczyna się sezon łowiecki.
Tutejsi myśliwi mówili nam, że obecnie wilki nie są groźne, stanowią jednak spore zagrożenie zimą na stepach, gdzie co roku zabijają również ludzi.

Pomimo lodowatej wody Kuba postanowił się wykąpać.
Okolice wsi Saty.
Klimatyczne muzułmańskie cmentarze zazwyczaj znajdują się na stepowych wzgórzach.
Następnego dnia z rana rozpętała się burza i przyszło ochłodzenie.  Jak to z jesienią bywa,  potrafi szybko zmienić się w zimę, gdy okoliczne szczyty pokryły się śniegiem.

Poradnik
  • Podróżowanie autostopem.  W Kazachstanie stop jest zazwyczaj płatny i przypomina bardziej offline blablacar. Zwykły stop jest jednak możliwy, zwłaszcza w weekendy,  turyści w wielkich SUV zazwyczaj są bardzo przyjaźni i z chęcią zabierają nawet za free.
  • Od wsi Saty (jeziora) do Almaty jest około 300 km i na tej drodze znajduje się i wieś Nura (z muzeum) i Kanion Szaryński.
  • Wejście do Szaryńskiego Parku Narodowego kosztuje ok 700 tenge od osoby. 
  • Wejście do Parku Narodowego przy Kajyngdy i Kolsai to koszt ok. 700 tenge od osoby na dzień. Za noclegi w namiocie i wjazd samochodem doliczają sobie dodatkowe opłaty (od namiotu 750 tenge). My zapłaciliśmy za 1 dzień, a zostalismy dwa i rozbilismy namiot, przy wychodzeniu pani przy szlabanie spytała tylko czy nie zostawiliśmy samochodu w górach (?!)

poniedziałek, 28 września 2015

Arslanbob - czyli o orzechowym gaju

Dawno, dawno temu Mahomet posłał swojego ogrodnika w podróż w poszukiwaniu raju na ziemi. Ogrodnik po powrocie oznajmil prorokowi, ze znalazl takie miejsce, otoczone gorami, oblewane czysta woda z gorskich strumieni.Jedynym problemem byl brak drzew. Dlatego Mahomet dal ogrodnikowi nasiona, aby posadzil lasy orzechowe, dajace cien i pozywienie przyszlym mieszkancom. Takie były legendarne początki Arslanbob.



Jest to duza wies u podnoza gor, 70 km na polnoc od Jalal Abad. Mieszkancami sa przede wszystkim Uzbecy, co widac w odmiennych rysach twarzy, olbrzymiej goscinnosci i zywo pielegnowanym islamie. Wies slynie przede wszystkim z najwiekszych na swiecie lasow orzechowych.



Inna stara legenda głosi, że w czasie podbojow Aleksandra Macedonskiego, gdy dotarl on do Arslanbob, tak zachwycil sie okolicznymi lasami, ze kazal zawiezc orzechy do Europy. Stad po dzis dzien w jezyku rosyjskim orzechy wloskie nazywane sa greckimi. Oczywiscie przynajmniej jedna z legend nie jest prawdziwa, chocby dlatego, ze Macedonski pojawilby sie kilka wiekow przed ogrodnikiem Mahometa, ale przyjmijmy, ze w każdej historii tkwi ziarnko prawdy. Bo lasy orzechowe wokół Arslanbob rzeczywiście są niezwykłe i przyciagajace uwage.


Las orzechowy. W wielu miejscach przez las poprowadzone sa ploty, poniewaz wszystkie fragmenty maja swoich wlascicieli, ktorzy w taki sposob wytoczyli wojne zlodziejom orzechow. Turysci na szczescie moga przechodzic miedzy plotami bez przeszkod i zawsze sa mile witani.

W Arslanbob poznaliśmy Polkę, Julię, z którą spędziliśmy dwa dni na wspólnych spacerach. A było gdzie wędrować!  Oprócz lasów warte zobaczenia są również dwa pięknie położone wodospady, punkty widokowe na klifach, już nie wspominając o bardziej wymagającym trekkingu po górach (na najwyższe szczyty juz tylko wspinaczka z linami).

Ta kubiczna, betonowo - kamienna  forma skrywa w sobie...
...toalete typowo azjatycka.

Wodospad. Nizszy ma wysokosc 23 m, wyzszy 80m. W nizszym mozna sie kapac, a jego bryza wspaniale orzezwia. Dojscie do wyzszego jest nieco bardziej wymagajace, a droga prowadzi mniej wiecej do polowy jego wysokosci. Aby dojsc do jego podnoza trzeba przedrzec sie przez waski kanion, czego Kuba nie omieszkal uczynic.



W Arslanbob jest wspaniale rozwiniety system noclegow u mieszkancow (Community Based Tourism - CBT), co pozwala im nieco dorobic, a turystom byc blizej codziennego zycia mieszkancow. Gospodarze ucza sie rowniez angielskiego i przystosowuja czesc swych domostw do potrzeb turystow (na przyklad u naszego gospodarza powstal prysznic ogrzewany grzalka jak do czajnika lub sloncem). Mysle, ze aby poczuc prawdziwy klimat tego miejsca, nie nalezy zbytnio odkladac przyjazdu tutaj na potem, bo kto wie, czy za kilkanascie lat Arslanbob nie zmieni sie w kirgijskie Zakopane?




Mieszkancy. Podstawowym srodkiem transportu sa tu Lady Nivy, konie i osiolki. Prawie kazdy na ulicy na nasz widok mowil hellooo. Najbardziej aktywne byly dzieci, ktorym czasem mieszalo sie hello i bye. Uwielbialy byc fotografowane i nieraz nas zaczepialy, abysmy zrobili im zdjecia. Julia pokazala nam, ze najwieksza radosc sprawia im, jak same moga zrobic zdjecie koledze/rodzenstwu.


Po trzech dniach w Raju Ogrodnika, poszliśmy polnymi drogami do nastepnej doliny.  Nie zdecydowaliśmy się na wyprawę w wyższe gory,  ponieważ wysoko noce są juz bardzo zimne. Ale wędrówka polami w czasie zbiorów była niesamowitym doznaniem!  Tutaj krajobraz najprawdopodobniej nie zmienił się od kilku wieków: pola, łąki, krowy, konie. Moze tylko szalasy osob pracujacych na polach zrobily sie bardziej "foliowe".





Podziwiajac niesamowity system rowow irygacyjnych zdalismy sobie sprawe, w jak duzym stopniu ludzkosc przyczynia sie do utrzymujacej sie zieleni pastwisk. Rowy, poprowadzone wzdłuż poziomic, malowniczo wija sie wsrod pagorkow. Zdarzylo sie nawet skrzyozwanie wodnych szlakow!



Na nastepne dwie noce rozbilismy biwak przy rzece, w dolinie, skad pasterze uszli juz przed zima. A wiec naszymi jedynymi towarzyszami byly wszedobylskie wolno pasace sie krowy.

Sielanke i plany pojscia w dol rzeki przerwalo nam zalamanie pogody. Slizgajac sie po blocie i straszac konie naszymi pelerynkami (wygladalismy niczym dwunozne dromadery) zeszlismy z powrotem do Arslanbob i pojechalismy do Jalal-Abad. A co tu robimy opiszemy nastepnym razem.

PORADNIK: Arslanbob
  • Dojazd: z dworca autobusowego w Osz okolo 13-14 jest marszrutka (koszt 200 somow czyli około 3$). Można też dojechać do Jalal-Abad lub Bazar-korgor skąd odchodzi więcej marszrutek
  • Noclegi: pokoje goscinne przez CBT koszt ok 450-500 somow ze sniadaniem; dodatkowo mozna zamowic obiad za 200 somow - warto, bo bardzo obfite i lokalne; nocleg u przypadkowo spotkanych mieszkancow 'na dywanie" lub z namiotem ok. 150 somow
  • CBT znajduje sie w centrum, ok 100 m od glownego placu w stronę gór; tablica informacyjna jest dosc zarosnieta, ale kazdy mieszkaniec wskaze droge.
  • Co warto zobaczyc (oprocz wyzej wymienionych): Jesli przyjechalibyscie na dluzej, warto wybrac sie na kilkudniowa wyprawe do Swietego Jeziora (Pętla na 3-4 dni z przejściem przez przełęcz 3700 m n.p.m.). Podobno ścieżkę trudno znaleźć i zalecana jest wedrowka z przewodnikiem (goraco polecane sa tu wedrowki na koniach, co chyba tez warto kiedys wyprobowac). CBT oferuje rowniez nauke gotowania, jazdy na osiolku itp.
P. S. Przypominamy o prowadzonej przez nas akcji Pocztówka z podróży!

sobota, 12 września 2015

Jakie plany w Kirgistanie

Nasze plany podrozy po kirgijskim Tien-shanie zostaly nieoczekiwanie zmienione tuż przed podróżą. A to wszystko za sprawą Najfajniejszych-Kumpli-Na-Swiecie Kuby, którzy, żegnając się z nami na dworcu we Wrocławiu wręczyli nam kartkę:
Twórczość Bodzia
I prezent. Otrzymaliśmy lot w dwie strony Biszkek-Osz-Biszkek nad szczytami Tien-shanu. (A te szczyty to nie byle jakie, bo są tu nawet siedmiotysieczniki). Chcielibyśmy oficjalnie podziękować sponsorom naszej wyprawy: Bodziowi, Jaskowi, Trosce i Kotulowi.

Nakreślilismy orientacyjny plan naszej podroży po Kirgistanie:
Punkt 1 i 2 mamy już za sobą, jutro lecimy do Osz, gdzie spędzimy kilka dni. Liczymy na obejrzenie zabytków,  bo to miasto posiada dłuższą historię niż Biszkek, Almaty i Astana razem wzięte. W przyszłą sobotę czeka nas ponowny przelot nad Tien-shanem.  Tym razem zatrzymamy się w okolicach Biszkeku na dobre,  ponieważ będziemy próbowali uzyskać wizę do Chin,  a to dość skomplikowana sprawa. W międzyczasie pochodzimy po okolicznych górach. Później planujemy pojechać nad południowe brzegi jeziora Issyk-kul, aby sprawdzić, czy temperatura wody pozwala jeszcze na kąpiele. Następnie udamy się do Karakolu, popularnego miejsca startowego na górskie wędrówki. Potem wrócimy do Kazachstanu,  ponieważ chcielibyśmy zobaczyć jeszcze kilka miejsc t.j. jezioro Kajyngdy z podwodnym lasem,  Kanion Szarynski, będący mniejszą wersją Kanionu Kolorado oraz śpiewające wydmy na pustyni. Zobaczymy, jak nam pójdzie,  ponieważ trudno dotrzeć do tych miejsc bez samochodu.
Tak mniej więcej przedstawia się plan na najbliższy miesiąc.  Dalszy kierunek podróży zależy od chińskiego konsula :)

Tuyuk-Su: pierwsze przymrozki, pierwszy przepis i pierwszy poradnik

Przepraszamy za brak polskich znakow, ale kirgizka kafejka...
Ten wpis powstawal rownolegle z wpisem Ani o Almaty i Biszkeku, wiec chronologia jest nieco zaburzona. 

We wtorek ucieklismy z Almaty w gory do doliny Tuyuk-Su w Parku Narodowym Ile-Alatau polozonym ledwie kilka kilometrow na poludnie od dawnej stolicy Kazachstanu. Pewnie powinienem napisac nie gory, tylko pagorki (tak nasz przekonywali w Biszkeku "Ile-Alatau? To musicie prawdziwy Tien Szan zobaczyc!"), ale na nas siegajace 4 i pol kilometra szczyty pokryte lodowcami robily wrazenie. (Na końcu znajdziecie kilka informacji praktycznych o trekkingu w dolinie Tuyuk-Su)
Pierwszy dzien w gorach spedzilismy w zasadzie na "docieraniu" do nich. Kolo poludnia wystartowalismy spod toru lyzwiarskiego w Medeu (polozony na wysokosci 1691 metrow jest najwyzej polozonym torem lyzwiarskim na swiecie, link) i poniewaz jestesmy strasznymi sknerami to pozalowalismy 2000 tenge (ok. 7,5$) za osobe na wjazd kolejka i musielismy poginac prawie 10 km w pelnym sloncu asfaltem do gornej stacji kolejki. Wczlapalismy tam zupelnie wymeczeni (20 kg na plecach i brak kondycji robi swoje) i nie pierwszej swiezosci, a tu do okola nas almatska smietanka w eleganckich garniturach posilajaca sie w jednej z najdrozszych restauracji w promieniu 500 km. Dziwnie na nas patrzyli. Stamtad juz na szczescie nie asfaltem, tylko szutrowa droga wdrapalismy sie jeszcze kilka kilometrow i rozbilismy namiot obok bazy alpinistow. Alpinisci byli na tyle mili, ze poczestowali nas herbata i pozwolili korzystac z ich wychodka. Poznalismy tam tez bardzo sympatycznego Bialorusina, ktory powiedzial nam troche o tym gdzie jestesmy i gdzie mozemy pojsc (super przydatna rzecz w momencie gdy wie sie tylko, ze pojechalo sie w gory i ze pod gore to w poludniowa strone - w Almaty nigdzie nie udalo nam sie ani skrawka mapy trekingowej znalezc). W gorach nikt nikomu sie nie przedstawial, tylko od razu zaczynal mila pogawedke, wiec niestety nawet nie wiemy jak sie nasz Bialorusin nazywal.
Drugiego dnia odwazylismy sie wylezc ze spiworow dopiero po 10 gdy slonce juz zdazylo porzadnie zajrzec do doliny i ogrzac wszystko po bardzo zimnej nocy. Na poczatek zrobilismy sobie krotki spacer na lekko i juz przed 14 zwinelismy nasz "oboz" i ruszylismy w dalsza wedrowke. Dopiero teraz (na wysokosci nieco wiekszej niz maksimum tego na co da sie wejsc w Polsce), po minieciu jeszcze jednego luksusowego hotelu, zaczely sie prawdziwe gory.
Prawdziwe gory.
Malowidla naskalne.
Po trzech godzinach wedrowki osiagnelismy drugi oboz alpinistow (na wysokosci 3100 metrow) i postanowilismy sie tam rozbic. Chcielismy jeszcze przez jakis czas powylegiwac sie na lace, ale po 20 minutach slonce schowalo sie za gorami i dopadl nas lodowaty chlod.
Ania w nierownej walce z lodowatym powietrzem.
Wtedy z pomoca ponownie przyszli przemili ludzie gor, ktorzy zaprosili nas do swojego wielkiego namiotu i ugoscili goraca herbata oraz (mimo naszych protestow) obiadem. Po obiedzie probowali jeszcze nauczyc nas chodzenia po slacku, a gdy sie wieczorem zegnalismy, powiedzieli, ze gdybysmy w nocy zamarzali, to mozemy wziac z ich skladziku cieple spiwory. Przemili ludzie!
Baza alpinistow, a w tle swiatla Almaty.
Noc faktycznie byla koszmarnie zimna. Juz kolo 20 caly nasz namiot byl pokryty szronem, a szybka powtorka z przyrody w podstawowce (w Almaty zapowiadali 10 stopni w nocy, jestesmy 2500 metrow nad Almaty, a temperatura spada 0,7 stopnia na 100 metrow) sugerowala temperature gleboko ponizej zera. Mimo to, zawinieci we wszystkie ubrania jakie mielismy, przetrwalismy noc we wlasnych, bardziej jesiennych, niz zimowych, spiworach i nastepnego dnia, gdy tylko slonce przywrocilo chec do zycia, bylismy gotowi piac sie wyzej w gory. Najpierw jednak trzeba się było posilić i przy tej okazji powstał nasz pierwszy filmik kulinarny.
Tak, przekrecilem nazwe doliny. A prawdziwe azjatyckie przepisy juz zdobywamy.
Po sycacym posilku ruszylismy dalej na lekko. Udalo nam sie dotrzec do lodowca na wysokosci okolo 3500 m n.p.m, skad musielismy zawrocic, bo w planach mielismy zwiac tego samego dnia gdzies nizej, gdzie noce beda mniejszym wyzwaniem.




Swiezutka morena czolowa.
Z pozdrowieniami dla Patrycji i Jaska.
Gonieni wizja szczekania z zimna w oszronionym namiocie zbieglismy wieczorem az do Medeu, gdzie znalezlismy przytulny nocleg w krzakach obok drogi. Nastepnego dnia rano ruszylismy do Biszkeku, ale o tym mozecie przeczytac w wpisie Ani.
Widzicie ten biały szczyt na końcu zdjęcia? W poludnie bylismy pod nim, a teraz jesteśmy tutaj (w Shymbulak)

PORADNIK: trekking w dolinie Tuyuk-Su
  • Tuyuk-Su to dolina w gorach na poludnie od Almaty. Wspina sie na ponad 3000 m n.p.m.
  • Dojazd: marszrutka nr 12 ze skrzyżowania Dostyk i Kurmangazy (na przeciwko hotelu Kazakhstan) do przystanku końcowego pod stadionem Medeu, cena: 80 KZT (~0,3$). Dalej pieszo, kolejka linowa (2000 KZT~7,5$) lub taksowka (nie znamy ceny)
  • Kolejka i taksa dojeżdżają do Shymbulak, gdzie jest droga restauracja, ale jest tez WiFi bez hasla i sklep turystyczny, w którym nie ma map, ale pani mówi po angielsku, jest pomocna i można zostawić jej kontakt do siebie i przewidywany czas powrotu (na wypadek wypadku)
  • Na 2450 i 3100 m n.p.m. są bazy alpinistow, z ktorymi mozna pogadać i napić się herbaty (chyba jest też baza na 3500, ale my poszliśmy w innym kierunku wiec nie wiemy jak tam jest)
  • Można zrobić dwie wycieczki po kilka godzin: do lodowca i do jeziora
  • Woda z rzeki jest pitna bez przegotowania