Przepraszamy za brak polskich znakow, ale kirgizka kafejka...
Ten wpis powstawal rownolegle z wpisem Ani o Almaty i Biszkeku, wiec chronologia jest nieco zaburzona.
We wtorek ucieklismy z Almaty w gory do doliny Tuyuk-Su w Parku Narodowym Ile-Alatau polozonym ledwie kilka kilometrow na poludnie od dawnej stolicy Kazachstanu. Pewnie powinienem napisac nie gory, tylko pagorki (tak nasz przekonywali w Biszkeku "Ile-Alatau? To musicie prawdziwy Tien Szan zobaczyc!"), ale na nas siegajace 4 i pol kilometra szczyty pokryte lodowcami robily wrazenie. (Na końcu znajdziecie kilka informacji praktycznych o trekkingu w dolinie Tuyuk-Su)
Ten wpis powstawal rownolegle z wpisem Ani o Almaty i Biszkeku, wiec chronologia jest nieco zaburzona.
We wtorek ucieklismy z Almaty w gory do doliny Tuyuk-Su w Parku Narodowym Ile-Alatau polozonym ledwie kilka kilometrow na poludnie od dawnej stolicy Kazachstanu. Pewnie powinienem napisac nie gory, tylko pagorki (tak nasz przekonywali w Biszkeku "Ile-Alatau? To musicie prawdziwy Tien Szan zobaczyc!"), ale na nas siegajace 4 i pol kilometra szczyty pokryte lodowcami robily wrazenie. (Na końcu znajdziecie kilka informacji praktycznych o trekkingu w dolinie Tuyuk-Su)
Pierwszy dzien w gorach spedzilismy w zasadzie na "docieraniu" do nich. Kolo poludnia wystartowalismy spod toru lyzwiarskiego w Medeu (polozony na wysokosci 1691 metrow jest najwyzej polozonym torem lyzwiarskim na swiecie, link) i poniewaz jestesmy strasznymi sknerami to pozalowalismy 2000 tenge (ok. 7,5$) za osobe na wjazd kolejka i musielismy poginac prawie 10 km w pelnym sloncu asfaltem do gornej stacji kolejki. Wczlapalismy tam zupelnie wymeczeni (20 kg na plecach i brak kondycji robi swoje) i nie pierwszej swiezosci, a tu do okola nas almatska smietanka w eleganckich garniturach posilajaca sie w jednej z najdrozszych restauracji w promieniu 500 km. Dziwnie na nas patrzyli. Stamtad juz na szczescie nie asfaltem, tylko szutrowa droga wdrapalismy sie jeszcze kilka kilometrow i rozbilismy namiot obok bazy alpinistow. Alpinisci byli na tyle mili, ze poczestowali nas herbata i pozwolili korzystac z ich wychodka. Poznalismy tam tez bardzo sympatycznego Bialorusina, ktory powiedzial nam troche o tym gdzie jestesmy i gdzie mozemy pojsc (super przydatna rzecz w momencie gdy wie sie tylko, ze pojechalo sie w gory i ze pod gore to w poludniowa strone - w Almaty nigdzie nie udalo nam sie ani skrawka mapy trekingowej znalezc). W gorach nikt nikomu sie nie przedstawial, tylko od razu zaczynal mila pogawedke, wiec niestety nawet nie wiemy jak sie nasz Bialorusin nazywal.
Drugiego dnia odwazylismy sie wylezc ze spiworow dopiero po 10 gdy slonce juz zdazylo porzadnie zajrzec do doliny i ogrzac wszystko po bardzo zimnej nocy. Na poczatek zrobilismy sobie krotki spacer na lekko i juz przed 14 zwinelismy nasz "oboz" i ruszylismy w dalsza wedrowke. Dopiero teraz (na wysokosci nieco wiekszej niz maksimum tego na co da sie wejsc w Polsce), po minieciu jeszcze jednego luksusowego hotelu, zaczely sie prawdziwe gory.
| Prawdziwe gory. |
| Malowidla naskalne. |
Po trzech godzinach wedrowki osiagnelismy drugi oboz alpinistow (na wysokosci 3100 metrow) i postanowilismy sie tam rozbic. Chcielismy jeszcze przez jakis czas powylegiwac sie na lace, ale po 20 minutach slonce schowalo sie za gorami i dopadl nas lodowaty chlod.
| Ania w nierownej walce z lodowatym powietrzem. |
Wtedy z pomoca ponownie przyszli przemili ludzie gor, ktorzy zaprosili nas do swojego wielkiego namiotu i ugoscili goraca herbata oraz (mimo naszych protestow) obiadem. Po obiedzie probowali jeszcze nauczyc nas chodzenia po slacku, a gdy sie wieczorem zegnalismy, powiedzieli, ze gdybysmy w nocy zamarzali, to mozemy wziac z ich skladziku cieple spiwory. Przemili ludzie!
![]() |
| Baza alpinistow, a w tle swiatla Almaty. |
Noc faktycznie byla koszmarnie zimna. Juz kolo 20 caly nasz namiot byl pokryty szronem, a szybka powtorka z przyrody w podstawowce (w Almaty zapowiadali 10 stopni w nocy, jestesmy 2500 metrow nad Almaty, a temperatura spada 0,7 stopnia na 100 metrow) sugerowala temperature gleboko ponizej zera. Mimo to, zawinieci we wszystkie ubrania jakie mielismy, przetrwalismy noc we wlasnych, bardziej jesiennych, niz zimowych, spiworach i nastepnego dnia, gdy tylko slonce przywrocilo chec do zycia, bylismy gotowi piac sie wyzej w gory. Najpierw jednak trzeba się było posilić i przy tej okazji powstał nasz pierwszy filmik kulinarny.
Tak, przekrecilem nazwe doliny. A prawdziwe azjatyckie przepisy juz zdobywamy.
Po sycacym posilku ruszylismy dalej na lekko. Udalo nam sie dotrzec do lodowca na wysokosci okolo 3500 m n.p.m, skad musielismy zawrocic, bo w planach mielismy zwiac tego samego dnia gdzies nizej, gdzie noce beda mniejszym wyzwaniem.
Po sycacym posilku ruszylismy dalej na lekko. Udalo nam sie dotrzec do lodowca na wysokosci okolo 3500 m n.p.m, skad musielismy zawrocic, bo w planach mielismy zwiac tego samego dnia gdzies nizej, gdzie noce beda mniejszym wyzwaniem.
| Swiezutka morena czolowa. |
| Z pozdrowieniami dla Patrycji i Jaska. |
Gonieni wizja szczekania z zimna w oszronionym namiocie zbieglismy wieczorem az do Medeu, gdzie znalezlismy przytulny nocleg w krzakach obok drogi. Nastepnego dnia rano ruszylismy do Biszkeku, ale o tym mozecie przeczytac w wpisie Ani.
![]() |
| Widzicie ten biały szczyt na końcu zdjęcia? W poludnie bylismy pod nim, a teraz jesteśmy tutaj (w Shymbulak) |
PORADNIK: trekking w dolinie Tuyuk-Su
- Tuyuk-Su to dolina w gorach na poludnie od Almaty. Wspina sie na ponad 3000 m n.p.m.
- Dojazd: marszrutka nr 12 ze skrzyżowania Dostyk i Kurmangazy (na przeciwko hotelu Kazakhstan) do przystanku końcowego pod stadionem Medeu, cena: 80 KZT (~0,3$). Dalej pieszo, kolejka linowa (2000 KZT~7,5$) lub taksowka (nie znamy ceny)
- Kolejka i taksa dojeżdżają do Shymbulak, gdzie jest droga restauracja, ale jest tez WiFi bez hasla i sklep turystyczny, w którym nie ma map, ale pani mówi po angielsku, jest pomocna i można zostawić jej kontakt do siebie i przewidywany czas powrotu (na wypadek wypadku)
- Na 2450 i 3100 m n.p.m. są bazy alpinistow, z ktorymi mozna pogadać i napić się herbaty (chyba jest też baza na 3500, ale my poszliśmy w innym kierunku wiec nie wiemy jak tam jest)
- Można zrobić dwie wycieczki po kilka godzin: do lodowca i do jeziora
- Woda z rzeki jest pitna bez przegotowania



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz