Timisoara
Nasza wędrówka po Rumunii rozpoczęła się w Timișoarze. Zaskoczył nas rozmiar tego ładnego miasta, a także… bariera językowa i mentalna. W Rumunii zdarzały się sytuacje, gdy ciężko nam było wytłumaczyć mieszkańcom, że na prawdę nie rozumiemy ich języka. Rozmowy po angielsku czasem również kończyły się nieporozumieniami. A może po prostu wrażenie obcości wyolbrzymiło się po wcześniejszym pobycie w Serbii, w końcu nie wszyscy ludzie są tak przyjaźni i pogodni jak Serbowie.
Większość architektury miasta niewiele różni się od Serbskiej Wojwodiny, a to a sprawą 200-letniej historii panowania Austrii, późniejszej monarchii austro-węgierskiej. Ale halo, halo? Co na zdjęciu robi Wilczyca Kapitolińska? I Czemu w prawie każdej mieścinie w Rumunii można trafić na ulicę Trajana? Musieliśmy uzupełnić nieco nasze braki z historii z czasów Imperium Rzymskiego. Rozpoczyna się ona na przełomie I i II w, gdy ówczesne Państwo Daków zostało podbite przez cesarza Trajana (o czym zresztą wieści słynny relief na jeszcze słynniejszej kolumnie Trajana w Rzymie). Rzymianie nazwali nową prowincję Dacją, narzucając swoje porządki bardzo niepokornym mieszkańcom. Panowali tu przez ponad 160 lat, mieszając się z podbitą ludnością dacką. Pozostawiona po nich spuścizna kulturowa wiele stuleci później przyczyniła się do powstania narodu rumuńskiego. Świadczyć może o tym język rumuński, przypominający nieco antyczną łacinę z późniejszymi słowiańskimi naleciałościami.
Góry Rodniańskie
Następne kilka dni spędziliśmy na wędrówce z rodziną Kuby w rumuńskich Karpatach, w pobliżu granicy z Ukrainą. Góry Rodniańskie wyglądają jak nasze Tatry Zachodnie, z tą różnicą, że były niemal puste. Najczęściej mogliśmy się natknąć na pasterzy z owcami, wolno pasące się konie i krowy.
| Autorami części zdjęć jest Tato Kuby i Jasiek- Kuby brat |
| Opowieści o groźnych psach pasterskich i watahach dzikich rumuńskich psów mrożą krew w żyłach, dlatego na wszelki wypadek głośno informowaliśmy pasterzy o naszej obecności. |
| W tej ogólnodostępnej chacie przyszło nam spędzić ostatnią noc w górach. Schrony dla turystów należały jednak do rzadkości. |
| W miarę łagodne grzbiety miejscami potrafią zaskoczyć. |
![]() |
| Trochę rumuńskiego folkloru. Warzywa w sklepach nie prezentują się tak pięknie jak na przydrożnych straganach. |
Wesoły cmentarz
Będąc w północnej Rumunii warto odwiedzić miejscowość Săpânța, a w niej Wesoły Cmentarz. Chyba nigdzie na świecie nie znajdziecie podobnego miejsca. Prawie wszystkie nagrobki są drewniane, pomalowane na niebiesko i zdobione kolorowymi ornamentami. Każdy nagrobek opatrzony jest wizerunkiem zmarłego, ukazując czym nieboszczyk zajmował się za życia lub w jakich okolicznościach się z nim pożegnał. Tak więc natknęliśmy się na szwaczki, traktorzystów, wojskowych, nauczycielkę matematyki, mężczyznę, który zakończył żywot pod kołami pociągu, kobietę-anioła zamordowaną przez zazdrosnych kochanków. Pod obrazkami umieszczone są wierszyki, ponoć dowcipne, ale tego akurat nie możemy ocenić, bo nie byliśmy w stanie ich zrozumieć.
Ciekawostka kulinarna – jak Czesi kupują wino
Na koniec naszej wyprawy powiemy jeszcze o sposobie sprzedaży wina w czeskich supermarketach, którego bardzo Czechom pozazdrościliśmy. Przy automacie bierze się plastikową butelkę, wypełnia ilością według uznania za pomocą nalewaków ( ha, można nawet tworzyć własne mieszanki win!), a następnie, przy kasie, butelka jest ważona jak każde inne warzywo lub owoc. Wina sprzedawane są za mniej więcej 10 zł za… kilogram.





Ja właśnie wróciłam z Rumunii z opinią, że jest to najmilszy naród jaki znam... Teraz muszę jechać do Serbii! Na język rumuński jest sposób- hiszpański, włoski lub łacina- ilość słów brzmiąca jednakowo pozwala na dogadanie się bez problemu (nawet z miłą staruszką we wsi, do której nie dochodzi żadna droga). Na pewno będę Was śledzić i Wam kibicować! Szerokiej drogi i do zobaczenia Gdzieś :)
OdpowiedzUsuń